poniedziałek, 9 grudnia 2019

PRZYSPIESZENIE !!!

Smętny listopad dawno już za mną! A teraz? Teraz ,to takie zawirowanie, że ło matko pojedyncza!!! Nie dajemy się, ale ....
Powoli realizuje się przedświąteczna rzeczywistość. Tyle tylko, że jak to zwykle ja, muszę namieszać!
To namieszałam! Ale nie poczuwam się, bo jakże, i skąd. Gdyż ponieważ, albowiem, nabyłam drogą kupna, razem z Koleżanką serdeczną,możliwość świętowania  Świąt BN nad morzem!
Naszym!
Bałtykiem!
To mieszanie, względem Progenitury jest! A Progenitura czasami cos wymyśli, że nie ma jak się z tego wyplątać! A nie jest szczytem szczęścia mojego w czasie świeta bożonarodzeniowego gdzieś tam iść, bo to drugie życie Progenitury!  Niech się więc moje Dziecka z przyległościami na zdrowie  swoje i innych goszczą u swych drugich "Rodziców", a mnie niech będzie wybaczone, co poniżej!
Pewnie nie wiecie, ale dwa lata temu, krótko po tym, jak zostałam sama, stwierdziłam, że nie dam rady spedzić Świąt z Dziećmi i Wnukami , w sytuacji, gdy rana jeszcze krwawi! Spontanicznie zatem poszukałam miejsca, gdzie będę mogła sobie w spokoju rozpamiętując przeszłość, stanąć obok tego, co się dzieje w czasię Wigilii i Świąt! I powiem szczerze, to była moja najlepsza decyzja od bardzo długiego czasu!

Te choinki stoją sobie w oknie balkonowym


A to robi za świąteczny wianek


Dla Córki prezenty - na zakupy


Część galerii, którą wykonałam z  przepięknych haftów blogowych Koleżanek

To robię powtórkę! Ale tym razem nie jadę sama, ale w towarzystwie serdecznej Koleżanki, która w tym czasie co ja, zaznała również straty - zmarła jej Mama. Tak się złożyło, że tańczyłyśmy na zumbie razem, koło siebie, i tak jakoś razem znalazłyśmy się w żałobie, i później w sytuacjach zawsze potrzebnych wspierałyśmy się nie tylko dobrym słowem!
Mając zatem świadomość różnych działań, poprzedzających wyjazd, po raz pierwszy w życiu zrobiłam sobie rozpiskę tego, co mam do załatwienia! i okazało się, że rozpiska swoja drogą, a rzeczywistość też swoją!
Ale Czas i Konieczność zawsze mają więcej do powiedzenia! Przyśpieszyło wszystko! I ciężko się wyplątać! Bo tygodni tylko 3, a spraw do załatwienia całe mnóstwo!
Dziergotki się robią! Świąteczne figury także. O pomniejszych nie wspominam! Dostaną, będzie niespodziewajka!
Dla siebie też należy coś tam wykonać, to.....!!!
A przy okazji rózne różniste sprawy do załatwienia w mieśćie!
Wysłać życzenia świąteczne - nadprogramowe. Bo wprawdzie już dawno stwierdziłam ,że kto mi nie odsyła nawet zwykłej kartki, gdy moje są w całosci własnoręcznie, to spada z listy, a tu Brat  średni z Nową Żoną, po raz pierwszy pisze.... i co ? .... zignorować?...... no, nie da się! A jeszcze do tego dostałam życznie od najstarszej Córki mego średniego brata, która mieszka w Irlandii, i opiekuje się swoją Mamą, mą Bratową, a ten Brat ma już inną żonę ! Życie!
Inna sprawa do zalatwienia, to potwierdzenie, oczywiście własnoręcznie podpisane, do firmy, dzięki czemu za niecałe pół roku, pojadę  do Kołobrzegu na prywatny turnus rehabilitacyjny!
Przygotować się na maraton pierogowy!
Nie, to nie jest jakaś konkurencja gminna , ale moje własne zobowiązanie ! Jedno dla Sąsiadki, drugie dla Córki-Wiewiórki!
To drugie mam za sobą! Przerobiłam przedwczoraj 1.5 kg maki, zamieniając je na pierogi!!!
Córka-Wiewiórka zadowolona, zwłaszcza dlatego, że końcówkę farszu zagospodarzę pojutrze, przed wspólym wyjściem na film :"Jak zdobyć milionera"!
Sąsiadka też już zadowolona ale jeszcze obiecałam jej pierniczkowanie. Znając życie, będzie roboty huk, ale to akurat mi nie nowina!
A Synek- Muminek zadowolony będzie, gdy w następną sobotę przed mym wyjazdem,odbierze grzybowe klopsiki, o które poprosił, ale o ....... zasłona milczenia....
Karteczki świąteczne wyleciały w ubiegłym tygodniu! Parę tylko nadałam polecono w sobotę!
A ja sobie też coś tam zmajstrowałam! Dla Córki - Wiewiórki, na 45-te Urodziny  - siatki na zakupy. Dla Synka- Muminka też się oś znalazło!
I choinki dla dekoracji okna balkonowego poczyniłam!
Oczywiście, do moich Bliskich, Koleżanek  i Przyjaciółek blogowych też coć tam poszlo, ale nie pokażę, bo jeszcze  czas na następne cuda dla Dziecków!

środa, 27 listopada 2019

NIECH SIĘ SKOŃCZY!



Ten listopad oczywiście, Bo tego roku dał mi w kość, jak rzadko!
Pożegnaliśmy moją Teściową! DOBREGO CZŁOWIEKA! Dla mnie była więcej, jak moja własna Mama! Niewiarygodnie Dobra! I wprawdzie z chytrym uśmieszkiem zawsze powtarzała, że jestem tylko synowa, ale ja widziałam ten uśmiech ciepły, i dobre oczy! I potem, gdy już byliśmy ze Ślubnym małżeństwen, zawsze Ona trzymała moją stronę!
Ostatnie 10 lat, to dwie okropne choroby - pan A i pan P. Powoli od nas odchodziła, aby w końcu, zupełnie pogrążyć się w świecie choroby!
Dwa tygodnie temu odeszła cichutko, we śnie. Mam nadzieję, że nie cierpiała!
Była jak Anioł, i niech ją Aniołowie prowadzą ku Wieczności!

Nie wiem, czy wiadomo tutaj, że jestem techniczna noga! Bo jestem i nie mam zamiaru się tego wypierać! Jednocześnie, czasami wydaje mi się, że już wszystkie rozumy posiadłam, i nie bacząc, co po drodze, realizuje swe zamiary! I się doigrałam! Widząc hasło formatowania, które powinno mnie postawić na baczność, uznałam, że to tylko nic nie warte porządki, i..... nacisnęłam OK! Zamiast dryndnąć do Synka i się upewnić, co zawsze robiłam w chwilach mej niepewności! Ale nie! Po co? OK! I poszło wszystko z dysku zewnętrznego w kosmos! 10 lat mej historii, czyli zdjęcia, wpisy z Dzienników Twojego Stylu i wszystkie wpisy z Bloxa!!!! Nic, tylko się "pochlastać"!
Nie było szans na odzyskanie tego! Synek na gdańskiej polibudzie próbował, i zero, nul!!!
Dobrze, że przez przypadek, Cócia znalazła u mnie wypełniony po brzegi kosz! Wprawdzie tylko śmieciami z ostatnich trzech lat, ale to i tak dobrze! To teraz, po wolutku, po malutku , pojedyńczo, przenoszę zdjęcia i wpisy do kompa! Trwa to dlugo, więc już wiecie, że to jest teraz moje główne zajęcie. Ale już niedługo, i znowu się uaktywnię!
Oczywiście, po Świętach, bo teraz to kartkuję! Czyli: dziergam, naklejam, i już jutro pierwsza partia kartek pójdzie do ludzi! Do najulubieńszych ciut później,  może nie skromnie, ale też nie na bogato. Tyle tylko, że wykonane być musi i już!

SERDECZNIE WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZEM POD POPRZEDNIM POSTEM!

CIEPŁE I PUCHATE POSYŁAM!

TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO!

środa, 13 listopada 2019

20.10

O tej własnie godzinie dostałam telefon ze szpitala, że zmarł mój mąż. Cały dzień byłam przy nim, jak zwykle zresztę od wielu miesięcy, a wieczorem pojechałam trochę się odświeżyć do domu. No i zadzwonił ten telefon, i już nic nie było takie same, jak kiedyś!
To było dwa lata temu, 13 listopada!
Teraz, chyba już wychodzę na prostą. A łatwo nie było, bo przecież runął cały mój świat, w którym miało być tak pieknie. Nasz wspólny mały, biały domek, piękne jezioro, plany podróży, radość wspólnego zbierania owoców czterdziestoczteroletniej wędrówki, to wszystko uleciało jak bańka mydlana.
Nie wiem, czy przeszłam wszystkie etapy żałoby. Być może tak, być może będzie ona nadal trwała, ale w epizodach, mgnieniach oka, przypomnieniach chwil nie tylko radosnych, ale i trudnych.
Otaczają mnie ludzie bliscy, Rodzina, znajomi dalsi i zupełnie nowi, z nowego miejsca, które muszę oswoić i poznać sama.
Wracam więc do równowagi i akceptuję tą stratę, a ból jest już mniej dotkliwy. I nawet jesli czas nie wydaje mi się najlepszym lekarzem, to przecież płynie nadal.
Przeszłość się oddala, i chociaż nigdy nie zostanie wyparta z pamięci, trzeba sobie ułożyć życie na nowo!


Grudnik ma już trzeci rok. Pierwszy raz zakwitł w dzień pogrzebu męża, a drugi raz w marcu, gdy obchodziłby imieniny. Nadal kwitnie dwa razy w roku! Chcę wierzyć, że to nie jest przypadek!

poniedziałek, 28 października 2019

GDZIE TEN CZAS, KTÓRY MINĄŁ ???

Zupełnie nie wiem, dlaczego ten czas mi między palcami przepływa z szybkością niewiarygodną! Niby czasy kosmiczne jakby, ale żeby aż tak?  A może  zamiast stosownie do wieku, było nie było - słusznego - należy włączyć się do wyścigu, zamiast spokojnie sobie egzystować, bez żadnej "napinki", robiąc do przodu tylko drobne kroczki?
W sumie, i tak ledwo chodzę, chociaż w porywach zdarzają się nagłe zwroty. A wszystko przez to, że mój ortopeda uznał za stosowne , zastosowanie leków przeciwbólowych na moje kolana, które i owszem pomagają, ale jednocześnie powodują u mnie " przymulenie", senność i tumiwisizm. Chyba dlatego, że przez całe moje życie prawie żadnych leków nie brałam, a wręcz mam lekowstręt. Ale też ciężko uwierzyć, że po jednej tabletce dziennie ( koniecznie łykniętej w trakcie rannego posiłku ) można tak się rozleniwić? Nadzieja jednak jakaś jest, bo ostatnio na wizycie, pan doktor uprzejmie zawiadomił, że aparat naprawiony, kolejka ruszyła, i już za niedługi czas zostanę wezwana na zabieg. Wprawdzie lewego kolana, nie prawego, ale jak wiadomo, to lewe dostało za dużo bodźców w Piterze, to mu się pierwszeństwo należy!Aby jednak nie tylko o zdrowotności przynudzać, coś tam jednak się działo wokół mnie i nie tylko!

Jak zwykle, odwiedziła mnie moja Przyjaciółka wejherowska, wraz ze swoim partnerem. Zawsze, jak są u mnie oboje, jest wesoło, zgodnie z zasadą: " wino, kobiety i śpiew"! Kobiety, czyli my - śpiewają.  Przyjaciółka szuka tekstów , bo zdarza nam się często po rosyjsku zawodzić. Kolega dba, aby były nuty i sprzęt, który w razie zapomnienia udaje mu się wypożyczać u znajomych żeglarzy. Bywało, że zamiast akustycznej, dostawał w ręce elektryczną gitarę, na której granie samymi palcami to niezły wyczyn ! W najgorszym razie było śpiewanie a`capella i czego chcieć więcej? Do tego dobre humory, smaczne jedzonko i radość ze spotkania!


Towarzysko było także nieźle w ramach spotkań naszej grupy Seniorów. Byliśmy więc na  gminnym podsumowaniu unijnego projektu " Akademii aktywnego Seniora". Bilans wszystkich działań dla sześciu gmin bioracych w nim udział, był lepiej jak doskonały. Stąd zapewnienie o kontynuacji niektórych tematów, przez wspierającą naszą grupę, tutejszą organizację pozarządową.
A w ramach pożegnania lata, spotkaliśmy się nad jeziorem przy ognisku. Były pieczone na kijach kiełbaski, wspólne śpiewy, opowieści i dużo, dużo humoru. 





A jezioro sposobi się do zimy. Rano otulają wszystko gęste mgły. Pustoszeje coraz bardziej marina, na promenadzie nieliczni tylko mieszkańcy i turyści, pozamykane knajpki. Cisza, spokój! Tylko szelest spadłych liści dobrze słychać, gdy zejdzie się na trawiaste nadbrzeża.
Domowo też spokój. Kończę dzierganie toreb na zakupy, a na progu już szydełka i kordonki niecierpliwią się, bo jeszcze trochę ponad miesiąc, a trzeba kartki wysyłać. I nie zapomnieć za tydzień nastawić ciasto na piernik staropolski!
Ciepłe i Puchate wszystkim wysyłam! :-)))

poniedziałek, 7 października 2019

OPOWIEŚĆ BUDDYJSKIEGO MNICHA

Pojemnik i  jego zawartość

"Kilka lat temu doszło do zamieszek po tym, jak strażnik w pewnym więzieniu został oskarżony o spuszczenie świętej księgi w sedesie.
Następnego dnia zadzwonił do mnie lokalny dziennikarz, który powiedział, że pisze artykuł poświęcony tej zniewadze. Na potrzeby artykułu zadzwonił do przedstawicieli głównych religii w Australii, by zadać kilka pytań, które zamierzał również zadać mi.
- Ajanie Brahm, co byś zrobił, gdyby ktoś spuścił świętą księgę buddyjską w swojej toalecie?
 Bez wahania odparłem - Ależ proszę pana, pierwszą rzeczą którą bym zrobił, byłoby wezwanie hydraulika!
 Kiedy dziennikarz przestał się już śmiać, wyznał mi, że jest to jedyna rozsądna odpowiedź, jaką dane mu było tegodnia usłyszeć.
 Wtedy ja zacząłem kontunuować wyjaśnienia.
 Wyjaśniłem, że ktoś może wysadzić wiele posągów Buddy, spalić buddyjskie świątynie lub wymordować buddyjskich mnichów oraz mniszki. Rzeczywiście, ktoś może dokonać wszystkich tych zniszczeń, ale nigdy nie pozwoliłbym na zniszczenie buddyzmu. Możesz spuścić świętą księgę w toalecie, ale nigdy nie pozwolę ci spłukać w niej przebaczenia, spokoju i współczucia.
 Księga nie jest religią, nie jest nią także żaden posąg, budynek, ani kapłan. Oni wszyscy są zaledwie "pojemnikami".
 Czego może nauczyć nas księga? Co reprezentuje posąg? Jakie cechy powinni utożsamiać kapłani? Odpowiedzi na te wszystkie pytania ujawniają prawdziwą zawartość wspomnianych "pojemników".
Kiedy zaczniemy dostrzegać różnicę między pojemnikiem, a jego zawartością, wszyscy będziemy w stanie zabezpieczyć w sobie ową zawartość, nawet wtedy, gdy same pojemniki ulegną zniszczeniu.
 Możemy wydrukować więcej książek, wybudować więcej świątyń, postawić więcej posągów, a nawet wyszkolić większą liczbę mnichów i mniszek, ale gdy stracimy swoją miłość i szacunek do innych ludzi, jak również dla samych siebie, a zastąpimy te wartości przemocą, wtedy cała religia zostanie przez nas spuszczona w toalecie!"

Opowieść ta pochodzi z książki Ajana Brahm'a - "Licencja na szczęście", którą przeczytałam w czasie mej sierpniowej wizyty u mojej wejherowskiej Przyjaciółki.
Wydaje mi się, a nawet mam pewność, że wyjątkowo pasuje do obecnego czasu!