Wróciłam wczoraj bardzo późnym popołudniem, a właściwie, to już wczesny wieczór był. Po prostu - Dziecko młodsze musiało po mnie dojechać po pracy. A skoro tak, to Oddziałowa uznała, iż mogę jeszcze ćwiczyć tak, jak co dzień! Na dodatek miałam wizytę prywatną u mego Ortopedy, to tez trochę nam czasu zabrało. No i jakieś jedzonko po drodze przed wjazdem do Chojnic, potem odstawić Synka do domu, zakupy w Owadzie zrobić, i zameldować się na mym terenie!
A miło przed tym było, bo pożegnania cudne, pełne łez i życzeń, aby się wszystko udało, bo jak dodam w następnym poście, nie jest to na 100% póki co! Ale do ludków różnych to jednak mam szczęście! I też pewnie aż taka zołza nie jestem, bo ...... po prostu..... sama miałam łezy w oczyskach moich starych!
Spałam bez środków wspomagających, do których przyzwyczajono mnie w oddziale, a potem trzeba było zabrać się za pranie - 3 rundy! Także odkurzenie całego domeczku, niewielkie zakupy, truskawki od współspaczki zagospodarować.
I padam na pyszczydło! Jutro luzik, to zacznę u Was odwiedzanie!
Do miłego za dni parę! Aby nie było smutno - trochę fotek sprzed szpitala i na "diabelcach" nad Wisłą!
i tęcza na horyzoncie













