Zanim tam się znalazłam, wpierw powolutku przejechałam pod ogromnym jaśminowym żywopłotem
Uwielbiam to coraz bardziej, z roku na rok! Ten upajający zapach, ciągnący się jeszcze po tym, gdy już tylko ścieżka leśna, i wytyczony cel!
Jagodziny nad jeziorkiem, w którym nie ma żadnej ryby, z racji kwaśnego środowiska, są wysokie, prawie do kolan. Dla moich kolanek, sytuacja nader korzystna! A po sprawdzeniu tego, na czym mi najbardziej zależało, czyli zapowiedzi dobrego zbioru za niedługo, przeszłam się po pomoście, popatrzyłam na ważki, i różne inne stwory, odnotowałam obecność poryblinu i wełnianek.
Nie spotkałam żadnego patrolu leśnych strażników, i nie niepokojona zupełnie przez ewentualną zwierzynę z nieodległego miejsca jej ostoji , wróciłam na własne śmiecioszki.
A na śmiecioszkach życie wre! Niekoniecznie moje, bo raczej mało ruchliwa jestem przez większość dnia, a każdą aktywność muszę równoważyć co najmniej całodniowym lenistwem. Za to przyroda nie daje o sobie zapomnieć.
O ptakach juz było, ale ostatnio do towarzystwa dołączył ptaszek, którego nie potrafiłam przez bardzo długi czas zidentyfikować. Przekopałam pół internetu, i okazało się, że zawitała do nas pleszka zwyczajna ( nie mylić z pliszką !!! ;-) ). Ruchliwe toto bardzo i ma taki fajny biały berecik na łebku, a fotka nie moja, tylko również z sieci!
Płaz pewien też mnie odwiedził. Ropucha szara tym razem.
A największa niespodziewajka, to coś, co latało szybko, wyglądało jak koliberek z długą ssawką, ale było jakieś takie dziwne, i dopiero po bardzo długich poszukiwaniach okazało się, że to fruczak gołąbek. Ćma - nazywana wlaśnie polskim kolibrem, bo spija nektar długą trąbką,!








