W ubiegłą niedzielę pojechałam sprawdzić, co się dzieje w lesie! Temat przewodni - poziomki! Były! Poniedziałek i wtorek, to wstawanie skoro świt, i już od godziny szóstej zbierałam leśne słodkości.
Umyśliłam sobie, że zamiast mrozić, to zrobię poziomkową konfiturę! Ale nie mogłam się oprzeć i migiem pojechałam do sklepu po lody, aby sobie całkiem solidną porcję zjeść właśnie z poziomkami. Do słusznej porcji lodów, prócz poziomek dodałam jeszcze jagody, i.... to była po prostu małmazja na słodko!!!
Dopiero wtedy zasypałam owoce cukrem, potem z cukru i wody ugotowałam syrop, a po kilku godzinach dorzuciłam zawartość miski. Na wolnym ogniu odparowywałam po godzinie wczoraj i dzisiaj. A jak pachniało w całym domu!!!! Dzisiaj rano pogotowałam jeszcze trochę, a potem gorącą konfiturę przelałam do słoiczków!
Mam trzy pełne i pół słoiczka! Gdybym nie skusiła się na lody, pewnie byłyby cztery! A tak? Jest jak jest!
Dlaczego sentymentalne poziomki? Ano dlatego, że dzisiaj są imieniny Haliny! To także imię mojej Mamy, której już dawno z nami nie ma. A którą pamiętam z dzieciństwa, gdy mieszkaliśmy w maleńkiej wsi pod lasem, do którego chodziliśmy wszyscy - to znaczy Mamusia, dwójka Braci i ja - na poziomki, maliny i jeżyny! A potem Mama przygotowywała nam kogel-mogel, do którego wrzucała zebrane owoce! Ten smak pamiętam do dzisiaj! I tą radość Mamy, gdy widziała nas umazanych na żółto i czerwono!
Wszystkim Halinom życzę pięknego dnia Imienin!






























