Nareszcie przyszła i do nas Pani Zima. Powolutku się "kokosiła", ledwo, ledwo popadało, mrozik był niewielki, nawet wyglądało z początku, że się wycofa. Ale nie! Widocznie nabrała odwagi i pokazała swe pazury. Dobrze, że na ostatni dzwonek pojechałam do warsztatu na zmianę opon, bo byłyby problemy z podjazdami na górkach. Piaskarek jeszcze nie widziałam, na całe szczęście mam zapasik piasku, to wokół domku problemów nie będzie. Oczywiście, jak zwykle, czas mi gdzieś uciekł, i teraz trzeba nadrabiać zaległości dziergotkowe, bo przecież Święta za pasem, a ja jeszcze w powijakach. Do tego jakoś mi wszystko powoli się dzieje. Obowiązkowe dwie godziny w tygodniu na basen, do tego na spacery trzeba wyjść, po zakupy pojechać, Progeniturę odwiedzić, bo Oni zabiegani tacy, pokazać się czasem na spotkaniach naszego stowarzyszenia. Akurat dzisiaj ustaliłyśmy, że zrobimy sobie za dwa tygodnie spotkanie Świąteczne. Załatwiona już jest świetlica w remizie, zamówiony catering - pokolędujemy sobie. To nas czeka. A na czwartek tort imieninowy muszę zrobić, bo Córka - Wiewiórka i Synek-Muminek świętują swe Urodziny. Nie do wiary, jak ten czas leci, Pierwsze Dziecko skończy 49 lat, a dwa dni później Drugie - 47! To ja już tyle lat mam na karku? I kiedy to zleciało?













