Na trzy dni przed świętami Wielkanocnymi miałam drugą skleroterapię, tym razem na nodze prawej. Okazało się, że na niej tyle przeróżnych pajączków, że udało się flebologowi zrobić tylko połowę tego, co planowaliśmy. Reszta po połowie maja będzie. No, i dlatego fajne miałam Święta! Praktycznie nic nie musiałam robić, za wyjątkiem mazurka! Zabrałam się więc za świąteczne porządki w MBD. Ponieważ staram się na bieżąco żyć w jako takim ładzie, specjalnego zrywu nie było, no może poza myciem okien, za które zabrałam się jeszcze przed zabiegiem. Wprawdzie na oba dni świąteczne od południa gościłam się kolejno u Progenitury, ale dlaczego dobre duszki pochowane po kątach nie miałyby się cieszyć wiosennymi nastrojami? To im zostawiłam takie oto stroiki - a niech mają! :-)
A teraz czekam na trochę lepszą pogodę, bo nie lubię w chłodzie i deszczu ze śniegiem pracować! Czeka mnie bowiem dokończenie tego, co każdego roku należy powtarzać! Czyli przycinanie krzewów i doprowadzenie trawników do jakiegoś bardziej normalnego stanu po zlikwidowaniu krecich pagórków. Wpadłam przy okazji na pomysł, że po co wyrzucać krecią ziemię nad strumyk, skoro można zasypywać dziury na naszej ulicy. Akuratnie dwie całkiem spore są na samym środku, gdy wyjeżdżam z posesji! Niezbyt duże wiaderka mam, to nie musze prosić nikogo, by mi to ogarnął! Sama dam radę!





