Mam taką dziwną przypadłość, że lubię odwiedzać miejsca, w których byłam, bo są to miejsca, które żyją i zmieniają się bardzo, co zawsze warto zobaczyć! A w miejscu, które Wam pokażę, byłam parę razy, chociaż ostatnio to było 4 lata temu. Ponadto nigdy jakoś nie trafiłam, na miejsce tuż obok, który nie raz i nie dwa, zachwalała autorka bloga Szafunierka Babusi Marychy! Zatem zapraszam Was do Skansenu we Wdzydzach Kiszewskich.
czwartek, 8 lipca 2021
WYCIECZKA DO SKANSENU - KRZYŻ JEZIOR
czwartek, 1 lipca 2021
SENTYMENTALNE POZIOMKI!
W ubiegłą niedzielę pojechałam sprawdzić, co się dzieje w lesie! Temat przewodni - poziomki! Były! Poniedziałek i wtorek, to wstawanie skoro świt, i już od godziny szóstej zbierałam leśne słodkości.
piątek, 25 czerwca 2021
W KOLORZE ECRU, A TAKŻE NA NIEBIESKO I CZERWONO!
Zawsze po różach, przychodzi czas na czarny bez, z którego kwiatów robię syrop, a późną jesienią przecier z owoców - z kardamonem. Nad jeziorem, zaraz za ostatnim domem mej wioski, rozpościerają się łąki, a nad samymi brzegami - rosną ogromne krzewy tego bzu! Kiedy już byłam pewna, że baldachy są w pełni rozkwitnięte i mają w sobie masę cudownego pyłku, wyruszyłam! To była godzina bardzo poranna, słońce powoli wstawało nad jeziorem. Ze ścieżki rowerowej, do końca łąki jest niezły kawałek. Ubrana w nieprzemakalne dżinsowe spodnie i gumiaki, pomaszerowałam wprost na pierwszy z brzegu krzew. Na tyle ile mogłam według wzrostu, pozbierałam drogocenne baldachy, a potem jeszcze dołożyłam z kilku pomniejszych krzewów. A potem dostrzegłam, że na samym końcu łąki, tuż przy skraju lasu jest jeszcze jeden ogromny krzew. Wróciłam na ścieżkę, pojechałam kawałek w kierunku małej polanki, na której zazwyczaj zatrzymuję się wędkarze, którzy w pobliżu mają swoje stanowiska . Przytwierdziłam rower do niewielkiego drzewka, kluczyk od zapinki rowerowej wrzuciłam do kieszeni kurtki, w której był też pęk domowych kluczy! I w łąkę poooszłam!!!! Wyzbierałam całkiem sporo, resztę zostawiłam dla innych zbieraczy. Czas wracać! Wkładam rękę do kieszeni, nie mogę złowić rowerowego kluczyka, sięgam głębiej, wyciągam pęk kluczy domowych , i..., kątem oka widzę jak ten mały kluczek spada w przepastne trawy, pokrzywy i inne łąkowe zioła!!! Próbuję umiejscowić to miejsce, gdzie wpadł, rozgarniam rękoma, parzą mnie pokrzywy, a ja szukam, i coraz bardziej wiem, że mogę tak sobie szukać bez końca!
Co było robić? Nie bacząc, że to jeszcze wczesna pora dnia dzwonię do Zięcia z prośbą, aby przyjechał, i zabrał jakieś narzędzie do przepiłowania zamknięcia rowerowego, bo inaczej będę musiała iść " z buta" po pomoc! Na całe szczęście, tak rzadko o coś go proszę, że nawet nie trwało długo, jak przyjechał z pobliskiego miasteczka i uwolnił drzewo od roweru, a mnie od gorszych kłopotów! Na koniec zasugerował, abym w przyszłości klucz od zamknięcia roweru trzymała razem z domowymi kluczami, bo wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że taka historia mi się nie przydarzy!czwartek, 17 czerwca 2021
NA RÓŻOWO, I NIE TYLKO!
poniedziałek, 7 czerwca 2021
MIAŁ BYĆ MAJ, BYŁ CZERWIEC!
Bardzo nam się udał z Dziewczynami ten przedłużony weekend! Przyjechałyśmy na krótko przed "nalotem tłumów"! Wioska cicha, jeszcze nie wszystko działało, ale nam to w ogóle nie przeszkadzało! Najważniejsze, to lokum! Trafiło nam się naprawdę super, bo miałyśmy duży trzyosobowy pokój na parterze, z wyjściem na wielki taras. Na uliczce nomen omen Wczasowej mieszkają na stałe tylko dwie rodziny, reszta zaś to domy na wynajem. W zasadzie to nawet sąsiadów nie mieliśmy, dwa razy wpadali ludzie pomieszkać po 2-3 dni, i byłyśmy wyłącznym lokatorkami, co wcale nam nie przeszkadzało! No i cena, o jakiej pomarzyć można było, a nam się udało za 35 zeta dzionek każdy! Na piętrze był aneks kuchenny, zatem robiłyśmy sobie tylko śniadania, a potem obiadokolacja w knajpkach. Nie było ich za dużo, ale też miałyśmy dobrego nosa, i za niedługo chodziliśmy tylko do jednej - z muzyką, smacznym jedzonkiem, no i co najważniejsze, można było sobie "poskakać", co akurat dwie z nas uwielbiają! Nawet w jedno późne popołudnie pojechałyśmy autobusem do Kołobrzegu, aby wybawić się w parku zdrojowym, przy orkiestrze grającej w muszli. Tam to dopiero było narodu!!! Widać wiara wyposzczona rozrywki, której przez pandemie prawie wcale nie było!
Najważniejsze też, że pogoda była jak na zamówienie, tylko jeden dzień miałyśmy nieustające piżama party! Oczywiście, obie moje koleżanki namiętnie chodziły na plażę, albo gdy był duży wiatr, opalały się na tarasie. Ja do tego klubu nie należę, więc musiałam sobie coś zastępczego zorganizować. Nie było to trudne, bo wypożyczalnia działała, więc wypożyczyłam sobie rower i śmigałam w te i we wte. Zaliczyłam Ustronie, Gąski i Podczele, a potem robiłam sobie powtórki z rozrywki. Wolałam nie ryzykować bardzo długich tras, bo nie wiadomo, czy nie dowieziono by mnie na taczce, gdyby mi kolana odmówiły współpracy!
Generalnie, wypad był bardzo udany! Natomiast przygnębiający jest fakt, że na każdym skrawku wolnego miejsca powstają apartamentowce i ogrodzone przestrzenie zabudowane hotelami, rezydencjami i domkami fińskimi! Oby tylko pasa nadmorskiej zieleni nie zadeptano, bo wtedy byłaby prawdziwa katastrofa ekologiczna!
No i trochę zdjęć!
Taki turkus na niebie był przez całe 7 dni z ośmiu!
























































